Nie mogę, bo się uduszę. Zawieszam urlop na chwilę i muszę coś naskrobać, bo się uduszę. Takie oto słowa nie dają mi spokoju i po już wielu dniach popchnęły mnie do takich oto przemyśleń.
„Jeżeli ktokolwiek poczuł się urażony jakimś moim działaniem czy moim słowem przez te pięć lat, nie tylko w kampanii, proszę, żeby przyjął moje przeprosiny. Chcę zapewnić, że darzę go szacunkiem, tak jak darzę szacunkiem wszystkich moich rodaków, niezależnie od ich poglądów” – Prezydent Andrzej Duda, tuż po ogłoszeniu wyników exit poll.
Generalnie byłem trochę zaszokowany takim obrotem spraw. Do tej pory doradcy prezydenta raczej dobrze układali teksty i scenariusz działania. Nawet sprawa z osobami LGBT to przemyślana akcja utwierdzająca wyborców PiSu i całą pozostałą grupę LUDZI (Spokojnie kochani, LGBT to ideologia neo-bolszewicka i jak czasem powiem inaczej albo przeproszę tych schorowanych niby ludzi to nie przejmujcie się czasem muszę udawać, że mi zależy na wszystkich Polakach).
Albo cała ta pogarda wylewająca się na wiecach czy to wspominająca przeszłość czy grożąca tym, co też RT może nawyprawiać. Straszenie, zastraszanie i nienawiść lejąca się z ust Pana Dudy i jego wiecowych parobków stojących z plakatami to był sposób na kampanie od samego początku. Aż tu nagle takie słowa. Spodziewałbym się takich słów, ale nie tak od razu. Może za tydzień, może za dwa… Prezydent już ma na swoim koncie obrażanie i wycofywanie się z tego, co powiedział w ten czy inny sposób.
Przepraszanie
Zastanawiam się czy przeprosiny te traktować jak chińskie, które uważane są za cnotę, ale nie stanowią zaś przyznania się do winy czy też jak Amerykanie, którzy przeprosiny traktują, jako przyznanie się do nagannego uczynku. Natomiast Japończycy nie wiążą przeprosin z poczuciem winy – jest to jedynie wyraz chęci naprawienia szkody wyrządzonej wzajemnym relacjom. Nie wiem. Z treści ani kontekstu nie da się jednoznacznie stwierdzić. A może to emocje po wygranych w ten czy inny sposób wyborach poniosły Pana Prezydenta i chlapnął coś znowu…
Jedno wiem na pewno. W całych tych przeprosinach brakuje skruchy. Jak można wyczytać na Wikipedii: Skrucha – refleksja nad własnym zachowaniem i poczucie żalu za złe czyny. Zwykle wiąże się z postanowieniem zmiany i prowadzenia bardziej odpowiedzialnego życia. Może stanowić jeden z elementów psychoterapii.
Prezydent wielokrotnie pokazywał, ale też mówił, że jest wierzący. Ciekawe czy pamięta, że w Kościele katolickim skrucha często wiąże się z wyznaniem grzechów podczas spowiedzi. Podobnie u Świadków Jehowy skrucha, czyli zmiana nastawienia. Obejmuje także żal za wszystko, co doprowadziło do grzechu. Jest jednym z kroków prowadzących do uzyskania Bożego przebaczenia.
Zatem oczekiwałbym od Prezydenta wyznania grzechów takiej spowiedzi do narodu, może wtedy zastanowię się czy mogę wybaczyć. Na dzień dzisiejszy przeprosin nie przyjmuję i modlę się o opamiętanie. Oczywiście nie jestem naiwny i dobrze wiem, że napaleni zwolennicy prezydenta i gorący przeciwnicy PO, (bo tak trzeba dzielić wyborców Dudy) zaklaskali na te słowa i są jeszcze bardziej pewni, że to cudowny człowiek, bo potrafi przeprosić nawet….- dobra wystarczy, bo się nakręciłem.
Wracam na urlop. Spokojnego piątku i weekendu! Bez odbioru.
Ps. Sprawę z wkręceniem przez rosyjskich youtuberów pozostawię bez komentarza, nie jestem aż tak bezlitosny…